Przejdź do głównej treści
Darmowa dostawa w Polsce od 290 zł!
polski
polski
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Młodsze nie będziemy!

Młodsze nie będziemy. To zdanie brzmi jak przyznanie się do porażki – a przecież nie jest. To po prostu fakt, z którym można postępować na dwa sposoby: walczyć z nim całym sobą albo się zwyczajnie zaprzyjaźnić.

Przez dekady branża kosmetyczna proponowała tylko jedną drogę. Anti-aging, walka ze starzeniem, „wymazywanie" oznak wieku, pogoń za młodszą wersją siebie – cały słownik, jakim się posługiwaliśmy, sugerował, że upływający czas jest przeciwnikiem, z którym należy walczyć. Rok temu amerykański magazyn „Allure" zrezygnował z używania słowa „anti-aging" na swoich łamach, zastępując je po prostu słowem „aging" – starzenie. Przekaz był prosty: dojrzały wiek to nie problem do rozwiązania, tylko naturalny etap, w którym nadal możemy wyglądać i czuć się dobrze. Warto dodać, że według aktualnych wytycznych WHO w wiek średni wchodzimy dopiero po czterdziestym piątym roku życia, a starość zaczyna się po siedemdziesiątym piątym – czyli znacznie później, niż podpowiada nam kulturowy odruch.

Well-aging, czyli co dokładnie

Well-aging to nie kolejne modne hasło wymyślone po to, żeby sprzedać krem. To realna zmiana w sposobie myślenia o starzeniu się, którą coraz częściej opisują też badaczki i dziennikarki zajmujące się zdrowiem kobiet: zamiast ukrywać oznaki wieku, warto dbać o organizm tak, żeby jak najdłużej cieszył się sprawnością, energią i dobrym samopoczuciem – niezależnie od tego, ile ma lat. To przesunięcie akcentu z wyglądu na kondycję i z walki na współpracę z własnym ciałem.

I nie jest to wyłącznie kwestia komfortu psychicznego. Psycholożka Becca Levy z Yale w swoich wieloletnich badaniach wykazała, że osoby o bardziej pozytywnym stosunku do własnego starzenia się żyją średnio kilka lat dłużej niż te, które postrzegają starość wyłącznie jako stratę – to zależność obserwacyjna, więc nie dowodzi wprost przyczyny, ale jest na tyle silna i powtarzalna w kolejnych badaniach, że trudno ją zignorować. Sposób, w jaki myślimy o starzeniu, ma więc realny wpływ na to, jak się starzejemy. (źródło: Levy, B. i in., „Longevity Increased by Positive Self-Perceptions of Aging")

Skóra ma swoje prawa

Wraz z upływającym czasem zmieniają się potrzeby naszej skóry. Skóra dojrzała, skóra kobiety w okresie perimenopauzy i menopauzy naprawdę zaczyna działać na innych zasadach. Zmiany hormonalne, które zachodzą w organizmie wpływają na nawilżenie, elastyczność, tempo regeneracji. To zmiana zasad gry, do której trzeba podejść w sposób taktyczny, bo żaden krem nie cofnie czasu. Ale dobrze dobrany, świeży, skoncentrowany skład może realnie wspierać to, co skóra i tak próbuje robić sama – regenerować się, zatrzymywać wilgoć, odbudowywać barierę ochronną.

Mniej, ale lepiej

Well-aging to też zmiana stosunku do samej pielęgnacji. To nie pogoń za trendami, kosmetycznymi nowinkami, kolejnymi obietnicami bez pokrycia, ale samoświadomość co naprawdę służy nam i naszej skórze. Kobieta, która dobrze zna siebie, coraz rzadziej sięga po baterię dziesięciu produktów obiecujących cuda. Zamiast tego wraca do kilku sprawdzonych, kosmetyków które zna, które działają i które po prostu lubi używać. I jest to kolejny wymiar well-aging, wymiar wolności, bo w dojrzałym wieku nie trzeba mieć wszystkiego, a wystarczy mieć „swoje”.

Nie musimy być młodsze

Wystarczy, że damy sobie prawo uwolnić się od presji i popatrzymy na siebie z życzliwością – w psychologii określa się to jako self-compassion, czyli świadomą, łagodną postawę wobec siebie, zamiast surowej oceny i porównań. Przecież nasze dojrzałe ciała wiele w życiu przeszły – urodziły dzieci, zapisały na sobie wspomnienia wielu przeżyć. Może nie warto się z tego tłumaczyć, a zwyczajnie docenić? Młodsze nie będziemy. I dobrze. Mamy dziś z pewnością coś znacznie ciekawszego do zrobienia niż udawanie, że jest inaczej.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz